Wyobraź sobie sytuację – maszyna działa od lat, wszystko jest dopracowane, aż nagle jedna część przestaje być dostępna. Producent już jej nie oferuje, dokumentacja jest niepełna albo po prostu nie istnieje. I nagle cała linia stoi przez jeden element. To moment, w którym firmy zaczynają rozumieć wartość inżynierii odwrotnej. To nie jest plan B, tylko realne narzędzie do utrzymania ciągłości produkcji. Szczególnie w starszych instalacjach, gdzie dostępność części jest ograniczona. W takich sytuacjach liczy się czas, precyzja i doświadczenie.